asdf

Spontaniczny wypad

W Kosowie, bo oczywiście o nim mowa, wylądowaliśmy… przypadkiem. To małe, urokliwe państwo nie było celem naszej podróży, a do odwiedzin skłoniły nas dwa czynniki: albański przewodnik oraz wrodzona chęć odkrywania i poznawania wszystkiego, co nowe. Kosowo jako państwo na mapie Europy pojawiło się dopiero 10 lat temu. Ciekawość była zbyt silna, by odmówić możliwości zobaczenia tego kraju na własne oczy.

Wyobrażenia vs. rzeczywistość

Nie ukrywamy, że przed wyjazdem mieliśmy pewne obawy. Nie chodziło już nawet o kwestie bezpieczeństwa, lecz o sam klimat tego miejsca. Przecież jeszcze niedawno (jak na warunki europejskie) toczyła się tam wojna! Spodziewaliśmy się dość napiętej, a być może nawet mrocznej atmosfery. Tymczasem nic takiego nie miało miejsca! W Kosowie jest po prostu… NORMALNIE. Markowe butiki, tłumy uśmiechniętych ludzi, miasta tętniące życiem – taki jest realny obraz Kosowa. Przynajmniej jego części położonej w pobliżu Albanii, ponieważ to właśnie Albańczycy stanowią 90% tego małego państwa.

Kosovo je… no właśnie, czyje?

Nie chcemy zgłębiać się zbyt mocno w tematy polityczne, jednakże warto przynajmniej w minimalnym stopniu poruszyć ten temat.  Do powstania tego małego kraju doprowadziła wspomniana polityka i różne, skomplikowane sojusze międzypaństwowe. Nie wszystkie kraje świata uznają jednak Kosowo za autonomiczne, suwerenne państwo. Jednakże…

…jak wspomnieliśmy, zdecydowana większość mieszkańców Kosowa to Albańczycy. W związku z tym nawiązania do tego państwa można spotkać na każdym kroku. Czerwone flagi z czarnym, dwugłowym orłem powiewają na co drugim domu. Na straganach z pamiątkami ciężko znaleźć choćby magnesy z oficjalną flagą Kosowa, o wiele łatwiej jest o te albańskie. Nawet w przypadku kobiet, silnie nadużywana, czerwona szminka nie wydaje się dziełem przypadku. Najlepszym dowodem na silny związek obu państw jest przejście graniczne pomiędzy nimi. Dla osoby, która chociaż raz miała „przyjemność” przekraczania choćby granicy polsko-ukraińskiej, ta albańsko-kosowska będzie miłą niespodzianką. Wydaje się, że stoi ona tam tylko na pokaz, ponieważ tego wymaga prawo międzynarodowe. Wystarczy okazać paszport (coraz częściej, szczególnie w sezonie wakacyjnym, wystarczy nawet dowód osobisty) i można jechać dalej.

Oczywiście zgoła odmiennie wyglądają stosunki między Kosowem a Serbią, ale… mieliśmy nie zagłębiać się w politykę.

Taniej niż w Biedronce

Kosowo jest najtańszym krajem ze wszystkich tych, w których walutą jest euro. Oczywiście kraj ten nie należy do strefy euro, jednak nic nie stało na przeszkodzie, by mógł przyjąć tę walutę jako swoją własną. Wiąże się z tym dość banalna historia: wielu mieszkańców tego regionu, jeszcze w latach 90. ubiegłego wieku wyjeżdżało za chlebem do Niemiec. Zarobione pieniądze wysyłali do swoich rodzin, które zostały na miejscu. Innym, widocznym na ulicach Kosowa elementem niemieckiej gospodarki są… Mercedesy, które Kosowianie wręcz uwielbiają. Co drugi samochód mijany na ulicy posiada emblemat w postaci trójramiennej gwiazdy, który jest wizytówką tej niemieckiej marki pojazdów.

Wracając do cen… Aby uzmysłowić Wam, jak tanio jest w Kosowie, wyobraźcie sobie sytuację: zaprosiliście miłą, ładną dziewczynę na kolację. Jest to Wasze pierwsze spotkanie, więc chcecie jej zaimponować. Wybraliście więc ekskluzywną restaurację na Starym Mieście. Zamówiliście po jednym daniu oraz napoju. Oczywiście wybieraliście pośród pozycji z „górnej półki” menu. Ile zapłacilibyście w Polsce? 100 zł wydawałoby się całkiem rozsądną ceną. W Kosowie za taką przyjemność zapłacicie około… 5 euro. Minusy? Nie wszędzie dostaniecie alkohol. Kraj ten jest w większości muzułmański i, mimo że wielu jego mieszkańców ma dość swobodny stosunek do religii, to zdarzają się również tacy, którzy ściśle przestrzegają jej zasad.

Ceny w sklepach? Za produkty zachodnich marek zapłacicie podobnie jak w Polsce.
Baton snickers: 40 centów
Czekolada Milka: 90 centów
Cola: 1,2 euro
Chipsy Crunchips: 1 euro

O wiele tańsze są natomiast produkty lokalne:
Chleb: 40-50 centów
Pierś z kurczaka: 3 euro
Jajka: 2 euro (za 30 sztuk)
Piwo: 50 centów
Papierosy: 2 euro

W małych sklepikach i na licznych straganach znajdziecie również mnóstwo „markowych” produktów sprowadzanych prosto z Turcji. Torebki Prady, paski Gucciego, zegarki Tommy’ego Hilfigera kupicie w bardzo atrakcyjnych cenach. Jakość podobno również jest niczego sobie.

Kosowskie „must-see”

Prizren to urokliwe miasteczko, położone u podnóża gór Szar Planina, które było głównym punktem naszej wycieczki do Kosowa. Zwiedzanie zaczęliśmy od kompleksu budynków Ligi Prizreńskiej, której zadaniem było reprezentowanie narodu albańskiego na arenie międzynarodowej za czasów panowania Imperium Osmańskiego.

Następnie udaliśmy się do meczetu Sinana Paszy – najbardziej rozpoznawalnej budowli miasta.

Aby do niej dotrzeć, trzeba przejść przez charakterystyczny kamienny most z XVI wieku.

Najbardziej wymagającym punktem naszej wycieczki była jednak twierdza (widoczna na powyższym zdjęciu w lewym, górnym rogu), z której rozpościera się przepiękny widok na całe miasto. Prowadzi do niej dość strome podejście, jednak dla takich widoków warto się trochę zmęczyć.

Odwiedzić czy odpuścić?

Bardzo żałujemy, że dane nam było spędzić w tym kraju tylko jeden dzień. To zdecydowanie za mało, by w pełni nasycić się tamtejszym klimatem. Kosowianie są bardzo miłymi i otwartymi ludźmi. Ważną informacją jest również fakt, że nie spotkacie tam zbyt wielu turystów. Jest kameralnie, spokojnie, swojsko.

Może właśnie dlatego to najlepszy czas, by odwiedzić ten mały kraj, poznać jego historię, poczuć atmosferę wszystkich magicznych miejsc oraz wypić rewelacyjną kawę w jednej z wielu kawiarni, jednocześnie nie przeciskając się między tłumami innych zwiedzających.

Reasumując: istnieje tylko jedna, poprawna odpowiedź na zadane przez nas pytanie: zdecydowanie ODWIEDZIĆ!

Na koniec – mały protip.

Wszystkim zainteresowanym polecamy wjazd do Kosowa od strony albańskiej. Tak jak wspomnieliśmy, granica między tymi państwami to fikcja, więc jej przekroczenie powinno być tylko formalnością. Nieco inaczej sytuacja przedstawia się od strony serbskiej. To wersja dla osób lubiących mocniejsze wrażenia. Państwa te, mimo sporów, starają się ze sobą koegzystować, jednak nikogo nie powinny zdziwić liczne wojska międzynarodowe, stacjonujące na miejscu i gwarantujące bezpieczeństwo. Tereny te zamieszkuje również stosunkowo duży odsetek ludności serbskiej, dlatego napięcia między tymi narodami mogą być bardziej widoczne. Ciekawostką jest fakt, że wiele samochodów w tym rejonie porusza się bez tablic rejestracyjnych. To auta należące do Serbów, którzy tak bardzo nienawidzą Kosowa, że nic ani nikt nie przekona ich do założenia tablic z tutejszą flagą.

 

 

0
Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© 2018 Jedzie.my
Do zobaczenia na wyjeździe...